12 grudnia 2015

Rozdział 5

- Jaką?
- Chodź ze mną - dodał ciszej. Podeszłam do niego.
- Dokąd?
- Po prostu za mną chodź - powiedział i pociągnął mnie za rękę.
- Rozłóż skrzydła.
- Po co?
- Shaky, zrób to o co cię proszę...
- Dobra, dobra... - zrezygnowana rozłożyłam skrzydła i razem z nim poleciałam do nie znanej mi okolicy.
- Gdzie my jesteśmy?
- Lecimy...
- Gdzie?
- Dowiesz się
- Ughh.
- Będziesz mądrzejsza! Dostrzegaj pozytywy!
- Nie chce mi się... - nic więcej nie dodałam. Przylecieliśmy na wysoki budynek.
- Proszę. Znamy się już długo. Spędzaliśmy ze sobą każdy dzień. Dziękuję, że rozpromieniasz mi życie i choć jest to nie wielka część moich podziękowań, dziękuję Tobie z głębi serca. - powiedział wręczając mi róże.
- Czerwona róża... Białe skrzydła.. Dziękuję. Jesteś kochany i uroczy. - przytuliłam go z uśmiechem na twarzy. Jedynym światłem jakie na nas padało, był blask księżyca zawieszony nad naszymi sylwetkami. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, w nasze dusze... Powoli zaczął się przybliżać, aż w końcu poczułam smak jego ust. Były miękki, a pocałunek gorący i namiętny. Na dachu drapacza chmur.
- Zostaniesz ze mną do końca? - zapytał po magicznym pocałunku.
- Tak... Do końca i jeszcze dłużej...
- Słońce powoli wstaje...
- Spadamy do domu?
- Jak chcesz.
- TO KTO PIERWSZY!? - szybko wystartowałam, a Zayn zaraz za mną.
- Oh! Na pewno nie wygrasz Shaky!
- Czyżby? - omijałam zręcznie każdy budynek i drzewo. - Wygrałam! - krzyknęłam stając na progu domu.
- Tssaa... Bo... Bo dałem ci wygrać... - powiedział sapiąc.
- Wmawiaj sobie Kotku! - schowaliśmy skrzydła i weszliśmy do domu.
-Jeżeli jest już poranek to może śniadanie? - zapytał Zayn. W moim domu zawsze w niedzielę na śniadanie były naleśniki. Więc i może dziś zrobimy..
- Naleśniki mogą być? - odpowiedziałam pytaniem.
- Jasne! Zaraz się do tego zabieram. - szybka decyzja. Podeszłam do telewizora. Ogromna plazma mieniła się w oczach. Włączyłam TV i przed oczami ukazały mi się różne postaci tańczące na dyskotece. Na bank włączyli to kiedy była u nich impreza. Wzięłam pilot do ręki, przycisnęłam "1" i leciałam po kanałach dopóki nie znalazłam nic ciekawego.  Były tylko jakieś pierdoły i nic ciekawego. Nudy.
- Skarbie, masz jakieś filmy?
- Z jakiej kategorii?
- Nie wiem..
- Pod telewizorem jest szuflada z filmami. Wybierz sobie jaki chcesz. - otworzyłam szufladę i zobaczyłam pięknie ułożone i opisane pudełka. Zdecydowałam się na kreskówki. Wybrałam Kaczora Donalda. Włączyłam DVD, włożyłam płytę i nacisnęłam PLAY. Ułożyłam się wygodnie na kanapie i przykryłam kocem. W końcu przyszedł Zayn ze śniadaniem. Rany! Moja mama tak nie gotowała. No właśnie... Moja mama... Moja rodzina...
- W porządku? Dlaczego myślisz o rodzinie? Kotek.. Co jest?
- Jestem ciekawa czy mnie pamiętają.. Nie myślałam o nich przez ten czas.. Zapomniałam o nich. O mojej rodzinie.. - łzy zebrały mi się w kącikach oczu. Poczułam jak mój chłopak mnie przytula. Nie wytrzymałam. Słone krople kapały z mojej twarzy na jego koszulkę. Zayn mnie pocieszał. Czułam się lepiej.
- Dziękuję Kochanie - powiedziałam i pocałowałam go.
- Aww.. Takich podziękowań może być wiele - zaśmiał się i położył głowę na moich kolanach. Po pewnym czasie usnął. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć Diano! - przywitał mnie chór złożony z chłopaków.
- Cicho! Zayn śpi! - zganiłam ich szeptem i uścisnęłam na przywitanie.
- Chcecie coś do jedzenia? - zapytałam się nadal cichym głosem.
- Mhhmm - odpowiedział Niall z wszystkich. Przygotowałam im kanapki. Jedli aż im się uszy trzęsły. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam do salonu obserwować Zayna. Odwróciłam się by zobaczyć czy chłopcy nadal jedzą, ale ku mojemu zaskoczeniu pozmywali już i stali za mną.
- To co Diano? Podnosimy go? - ah.. Harry
- Tak - zaśmiałam się cicho. Ja delikatnie trzymałam jego głowę, Liam chwycił za stopy a reszta trzymała jego tułów.
- Na trzy - szepnął Louis - Raaaazz... Dwaaaa... Trzyy!
Podnieśliśmy go szybko, usiedliśmy i położyliśmy na swoich kolanach. Oglądaliśmy filmy, a Zayn wybudził się dopiero jak już wszyscy płakali na "Szkoła dla Łobuzów". Swoją drogą, niesamowity film. Kiedy ocucił się, spojrzał na nas zdziwiony i zapytał:
- Ej, ludzie, co jest? - każdy go zganił, żeby był cicho. Po filmie dochodziliśmy do siebie jeszcze z pół godziny.
W końcu poszłam się wykąpać. Po operacji ciągle słabłam. Prawdopodobnie byłam tak wycieńczona, że przeszłam około pięciu metrów i upadałam nie przytomna. Jednak Zayn czuwał nade mną, był zanim znowu umarłam, bo Anioł może umrzeć. Nic nie jest do końca nieśmiertelne. Nagle zaczęłam się dusić. Ostatnie wypowiedziane słowo to... ratunku.