-Nie są białe. Są wybielane. - szok! Lepiej się do niej nie zbliżać.
- Dlaczego je wybiela? - zapytałam Barb z nadzieją odpowiedzi.
- Musi je wybielać, żeby nikt się nie skapnął, że jest kim jest, a jest z Hazzą. Aniołem światła. Anioł śmierci i anioł światła nie pasują do siebie. Są z różnych światów. Nie pokrywają się.
- Dwa różne światy?.. Ciekawe - dolecieliśmy do Bradford. Ja z Zaynem zwinęliśmy skrzydła i weszliśmy do domu.
- Jaki ci się podoba? - zapytał Zayn zdejmując buty
- Jest super, ale nurtuje mnie jedno. To dlaczego Kendall jest z Harrym. To niepojęte! Są z dwóch, różnych rzeczywistości!
- Kendall i Harry są razem dla kasy! Promują się nawzajem. Drama time jest ciągle o takie sprawy. Masz twittera?
- Rozumiem... I nie, nie mam twittera.
- To chodź! Założymy go tobie! - na twitterze jest drugi świat, chociaż dla mnie już trzeci. Szybko cię akceptują i dają follow. Na ikonce miałam zdjęcie Zayna i moje w chmurach. Jak photoshop! Myślę, że Directioners się nie skapną kim jesteśmy. Chociaż za aniołów ich uważają więc. Kto ich tam wie. Poszłam z chłopakiem do salonu. On włączył jakieś bajki a ja poszłam zrobić nam gorącą czekoladę i upiec coś. Lubię to robić. Chłopak przełączył na kanał muzyczny i podszedł do mnie.
- Co będziesz piekła? - przytulił mnie od tyłu.
- Jeszcze nie wiem. A co byś chciał? - sięgnął po stojącą na półce książkę kucharską i zaczął coś przeglądać. Wyswobodziłam się z tego tulenia i zaczęłam przygotowywać dany sprzęt. Widziałam kątem oka że coś to ma związanego z ciastkami.
- To! - zawołał Zayn jak pięciolatek.
- Co?
- Ciastka muslii. Potrzebne są płatki owsiane, bakalie i miód.
- Dobrze. Tylko to znajdź i odmierz!
- Robi się szefowo!
- Ej! Nie rób sobie ze mnie jaj Zayn!
- Okey Shaky.- wszytko było już przygotowane. Poczułam chcęć skorzystania z toalety. "Po co ja tyle arbuza jadłam?" ochrzaniłam siebie w myśli. Weszłam do pomieszczenia i okazało się,że mam okres..
- Nie... - powiedziałam. Załatwiłam potrzebę, umyłam ręce i szybko wybiegłam z toalety.
- Zayn.. Masz auto?
- Tak. Coś się dzieje?
- Mhm.. Muszę jechać do sklepu.
- Ok. - umył ręcę, szybko założyliśmy buty i byliśmy w trakcie drogi do sklepu. Chyba wyczuł to co ja.
- Spokojnie. Masz tu dwie dychy i zaraz wracaj. - powiedział kiedy zaparkował pod sklepem.
- Dziękuję i przepraszam. - cmoknęłam do w polik i ruszyłam szybko do budynku. Kupiłam to co potrzebowałam, zapłaciłam i szybko wyszłam. Oddałam Zaynowi resztę i zawijaliśmy do domu.
- To było miłe.. - zaczął w trakcie drogi.
- Co?
- Kiedy mnie pocałowałaś w policzek.
- Aha.. Emm.. - trochę się zawstydziłam. Zrobiłam to lekko nieumyślnie. Zajechaliśmy na podjazd. Wystrzeliłam jak z procy do domu i poszłam szybko na górę. Przebrałam się i zeszłam na dół.
- Już w porzątku? - zapytał z troską.
- Tak. Dziękuję. - dostałam zadanie uformować nasze ciastka. Wstawiłam je do piekarnika i poszłam się położyć. Przełączyłam na jakieś bajki i przykryłam się kocem. Zayn w tym czasie pozmywał i wyjął ciacha.
- Co tam Kocie? - powiedział i przyniósł kolacyjkę.
- W porządku.- głaskał mnie po nodze.
- Nalejesz mi czekoladę Misiu? Mogę tak mówić? - zapytałam. Zaśmiał się w potwierdzeniu. Usiadłam i podkuliłam nogi, a Zayn ulokował się obok pod kocykiem.
- Co oglądamy? - spytał
- Bajki? Komedie?
- Horrory?
- Nie.
- No to bajki?
- Tak. - napiłam się czekolady, pojadłam ciastek. Nagle zrobiłam się senna. Oparłam się o chłopaka i odpłynęłam.
- Kochanie.. Wstawaj.. Wybierzemy się na wycieczkę...
- Mhmm... Później.. Spać.. - wymamrotałam wtulona w ciepłą.. CHWILA! W NIEGO! Wstałam szybko i rozejrzałam się po domu.
- Przepraszam..
- Za co? To było urocze. Pięknie wyglądasz kiedy śpisz Królewno. - zarumieniłam się.
- Em... dziękuję..
- Ubieraj się Słonko. Pojedziemy gdzieś
- Gdzie?
- Spotkać się z chłopakami.
- Czyli? Dużo mi to nie mówi.
- Wiem. Może znowu maraton po sklepach?
- Nie mam kasy..
-Ale ja mam. Ruchy! - poszłam się wykąpać i ogarnąć. Ugh.. Nienawidzę okresu. Zawsze jest bolesny. Musiałam brać jeszcze leki przeciwbólowe. Ał..
- Gotowa? - zapytał gdy zeszłam na dół.
- Tak.
- To chodź. - on zapewne oporządził się kiedy spałam. Popatrzyłam na zegarek. Była 10 rano, następnego dnia. Przespałam całą noc na kanapie. A on obok mnie. Spotkaliśmy się z chłopakami w centrum. Wymieniliśmy się krótkim "cześć" i pomknęliśmy na zakupowe szaleństwo. Jeden! Drugi! Trzeci! Przy dziesiątym spotkaliśmy dziewczyny. Również się przywitałyśmy i poleciałyśmy dalej. Ogromne centrum. Zayn chcąc mi coś kupić wybrał rower. Hah.. Ładny nawet. Ba! Śliczny! Ale i tak chłopcy byli najbardziej poobwieszani. Ja prowadziłam swój rower z dumą, a obok mnie szedł Zayn. Widziałam że cieszy się że mógł sprawić mi radość. Wróciliśmy do domu. Chciałam odrazu przetestować rower. On wyjął swój i razem pojechaliśmy na wycieczkę. Do parku, nad rzekę i po mieście. Była niesamowita i magiczna. Po dość męczącej wyprawie musieliśmy wracać. Zbliżała się już północ. Zaprowadziliśmy rowery do garażu. Zayn miał specjalny stojak na oba nasze rowery. Weszłam do domu. Napiłam się wody i poszłam na górę. Krótki prysznic. Mycie kłów i lulu.
- Dobranoc Kotku.. - wypowiedziałam odpływając.
- Dobranoc Królewno.. - cmoknął mnie w głowę, przytulił i położył się obok.
- Mam coś jeszcze dla ciebie..
- Co takiego? - odpowiedziałam sennie.
- Dowiesz się jutro Skarbie.. - więcej nie pamiętam. Zasnęłam..
30 maja 2014
28 maja 2014
Rozdział 3
- Emm.. Jak .. - niezdążyłam dokończyć pytania, bo Zayn chcwycił mnie za rękę i wzbił się wysoko w górę. Za nim wzleciała reszta.
- Dlaczego.. Hmmm.. Może...
- Jak staliśmy się aniołami?
- Ehh... tak.
- Ci którzy nas kochają nas tak nazwali. Rodzina, znajomi..- powiedział Liam
- Nie tylko.. Bo i fani . - dopowiedział Zayn.
- Mówiłem, że jesteśmy zespołem? Nie? No to jesteśmy. Piosenkę, którą ci śpiewałem jest Harry'ego, ale mamy własne.
- Aaaa.. Rozumiem już. Przez to miałeś myśl "mój zawód", tak?
- Dokładnie. Nazywają nas Aniołami bez skrzydeł.
- Lub bohaterami bez peleryn. Nie trafne określenia - dodał Niall. Zayn dalej trzymał mnie za rękę i dawał waskazówki co robić.
- Steruj nimi. Tak, świetnie. One same cię poniosą. Musisz tylko dawać im sygnały, gdzie chcesz lecieć. Super! Dobrze ci idzie. - zachęcał mnie chłopak. Uważałam że naprawdę dobrze mi idzie.
- Już wiem jakie to uczucie latać wśród chmur! Cudowne!! Ale jak zostaliście aniołami? Ja zostałam prawie zabita przez auto.
- Ja tak samo. - odpowiedział Zayn.
- I ja - dodał Liam.
- Ja przez katastrofę powietrzną. - zaczął Lou - tak samo jak Harry. Razem lecieliśmy.
- Tak na serio to masz drugie życie, bo na pasach, przez które przechodziłaś,byłaś prawie po drugiej stronie życia. Później dają ci drugie życie. Ale tylko wybranym.
- Rozumiem.. A ty? Niall?
- Mama i tata to anioły. Resztę chyba wiesz. - odpowiedział
- A skąd będę wiedzieć że to ta osoba.
- Serce bierze w tym główny udział.. Poczujesz to. - nagle doleciały do nas trzy inne postacie. Dziewczyny.
- Cześć Diano! - uśmiechnęła się szatynka z kręconymi włosami - Jestem Danielle.
- Hejka. Ja jestem Eleanor. - powiedziała druga i poleciała do Lou. Danielle podleciała do Liama. Co z trzecią? Nie wiem kim jest ale przymilała się do Hazzy z czego on nie był zbyt zadowolony sądząc po jego minie. Ja nadal trzymałam rękę Zayna. Ach.. Niall.. Do niego chwilę później doleciała również dziewczyna z brązowymi włosami. Krótkie " cześć ". Przyjaciele.. Słodcy przyjaciele.. Również złapali się za ręce.
- Kendall do cholery! - wrzasnął Harry - Złap mnie normalnie za rękę bo o coś zaraz przez ciebie zaczepimy! - ogarnęła się i złapała go za rękę. Przynajmniej znam jej imię. Wszyscy złapali się za ręce. I też każdy miał na sobie okulary przeciw słoneczne. Lecieliśmy w stronę zachodzącego słońca. Była już prawie połowa czerwca. Ale w przestworzach gorąco nie było, ale całą 10 to już trochę bardziej. Lataliśmy nad całą okolicą.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam.
- Nad Londynem. - odpowiedziała Dani.
- Aha.. Dziękuję Danielle.
- Spoks..
- Chłopaki!! Zaśpiewajcie coś!! - krzyknęła Barb, przyjaciółka Nialla, którą w międzyczasie przedstawił.
- Zaczął się nowy rok. No już połowa. Z nim nowa płyta. To może coś z niej?
- Może być. Pewnie Didi się ucieszy! - powiedziała Dani
- Emm.. Wolę Shaky. Tak nazywali mnie starzy znajomi. - odpowiedziałam
- Nie ma sprawy Shaky. - chłopcy zaczęli śpiewać You&I jak już się zdecydowali. A ja i dziewczyny rozpływałyśmy się w ich głosach. Przelecieliśmy nad Londynem. Coś kazało mi zlecieć w dół. Ujrzałam mamę z dzieckiem.
- To chyba mój czas by lśnić.. - mruknęłam do siebie.
- Jeżeli tak, to chodź. - powiedział Zayn i ze mną zleciał na dół.
- Nie wiem co mną kieruje, a ty kogo masz?
- Jest to dziewczyna. Ma na imię Perrie. Ciekawa osóbka. Nie robi dużego zagrożenia sobie ani nikomu innemu więc mam fajrant.
- Interesujące.. O! To chyba ona! - pokazałam na kobietę na pasach.
- To przecież nasza stylistka Lou!
- Haha. Śmieszne. Później mi opowiesz. Auto na nią pędzi. - w ułamku sekundy wbiegłam na pasy i zatrzymałam o siebie pojazd, a "Lou" przeszła dalej ze słuchawkami w uszach.
- Brawo! Masz z nas największą moc. Możesz stworzyć tarczę wokół siebie i ochronić daną osobę.
- A ty jaką masz moc?
- Czytam w myślach.
- O cholera...
- Do twojego umysłu nie mogłem dotrzeć. I już wiem dlaczego.
- Ufff...
- Ale to nie zmienia faktu że czuję co myślisz.
- Słodki Jezu..
- Tak. Czułem to co myślałaś o mnie.
Nie martw się. Myślę..
- Jak?
- Myślę...
- Powiedz.
- Myślę że nie myślę. Dowiesz się kiedy indziej.
- Ugh... Cholernie mnie denerwujesz! Wiesz?!
- Wiem. - uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Lecimy do nich?
- Lecimy. - dolecieliśmy do nich. Wszyscy gratulowali mi daru, który pośmiertelnie dostałam oprócz Kendall.
- Gratulujemy Shaky! - krzyknęli.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się. - A wy jakie macie moce?
- Ja mam paraliż w palcach.- rzekła Barb.
- Ja przewiduję zdarzenia. - powiedziała Dani.
- Ja odpowiadam za myśli. - odparła Eleanor.
- A co z nią? - wskazałam na Kendall
- Ona jest aniołem ciemności. Odpowiada za zło na świecie. - szepnęła El.
- Jak to? Przecież jej skrzydła są białe.
- Dlaczego.. Hmmm.. Może...
- Jak staliśmy się aniołami?
- Ehh... tak.
- Ci którzy nas kochają nas tak nazwali. Rodzina, znajomi..- powiedział Liam
- Nie tylko.. Bo i fani . - dopowiedział Zayn.
- Mówiłem, że jesteśmy zespołem? Nie? No to jesteśmy. Piosenkę, którą ci śpiewałem jest Harry'ego, ale mamy własne.
- Aaaa.. Rozumiem już. Przez to miałeś myśl "mój zawód", tak?
- Dokładnie. Nazywają nas Aniołami bez skrzydeł.
- Lub bohaterami bez peleryn. Nie trafne określenia - dodał Niall. Zayn dalej trzymał mnie za rękę i dawał waskazówki co robić.
- Steruj nimi. Tak, świetnie. One same cię poniosą. Musisz tylko dawać im sygnały, gdzie chcesz lecieć. Super! Dobrze ci idzie. - zachęcał mnie chłopak. Uważałam że naprawdę dobrze mi idzie.
- Już wiem jakie to uczucie latać wśród chmur! Cudowne!! Ale jak zostaliście aniołami? Ja zostałam prawie zabita przez auto.
- Ja tak samo. - odpowiedział Zayn.
- I ja - dodał Liam.
- Ja przez katastrofę powietrzną. - zaczął Lou - tak samo jak Harry. Razem lecieliśmy.
- Tak na serio to masz drugie życie, bo na pasach, przez które przechodziłaś,byłaś prawie po drugiej stronie życia. Później dają ci drugie życie. Ale tylko wybranym.
- Rozumiem.. A ty? Niall?
- Mama i tata to anioły. Resztę chyba wiesz. - odpowiedział
- A skąd będę wiedzieć że to ta osoba.
- Serce bierze w tym główny udział.. Poczujesz to. - nagle doleciały do nas trzy inne postacie. Dziewczyny.
- Cześć Diano! - uśmiechnęła się szatynka z kręconymi włosami - Jestem Danielle.
- Hejka. Ja jestem Eleanor. - powiedziała druga i poleciała do Lou. Danielle podleciała do Liama. Co z trzecią? Nie wiem kim jest ale przymilała się do Hazzy z czego on nie był zbyt zadowolony sądząc po jego minie. Ja nadal trzymałam rękę Zayna. Ach.. Niall.. Do niego chwilę później doleciała również dziewczyna z brązowymi włosami. Krótkie " cześć ". Przyjaciele.. Słodcy przyjaciele.. Również złapali się za ręce.
- Kendall do cholery! - wrzasnął Harry - Złap mnie normalnie za rękę bo o coś zaraz przez ciebie zaczepimy! - ogarnęła się i złapała go za rękę. Przynajmniej znam jej imię. Wszyscy złapali się za ręce. I też każdy miał na sobie okulary przeciw słoneczne. Lecieliśmy w stronę zachodzącego słońca. Była już prawie połowa czerwca. Ale w przestworzach gorąco nie było, ale całą 10 to już trochę bardziej. Lataliśmy nad całą okolicą.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam.
- Nad Londynem. - odpowiedziała Dani.
- Aha.. Dziękuję Danielle.
- Spoks..
- Chłopaki!! Zaśpiewajcie coś!! - krzyknęła Barb, przyjaciółka Nialla, którą w międzyczasie przedstawił.
- Zaczął się nowy rok. No już połowa. Z nim nowa płyta. To może coś z niej?
- Może być. Pewnie Didi się ucieszy! - powiedziała Dani
- Emm.. Wolę Shaky. Tak nazywali mnie starzy znajomi. - odpowiedziałam
- Nie ma sprawy Shaky. - chłopcy zaczęli śpiewać You&I jak już się zdecydowali. A ja i dziewczyny rozpływałyśmy się w ich głosach. Przelecieliśmy nad Londynem. Coś kazało mi zlecieć w dół. Ujrzałam mamę z dzieckiem.
- To chyba mój czas by lśnić.. - mruknęłam do siebie.
- Jeżeli tak, to chodź. - powiedział Zayn i ze mną zleciał na dół.
- Nie wiem co mną kieruje, a ty kogo masz?
- Jest to dziewczyna. Ma na imię Perrie. Ciekawa osóbka. Nie robi dużego zagrożenia sobie ani nikomu innemu więc mam fajrant.
- Interesujące.. O! To chyba ona! - pokazałam na kobietę na pasach.
- To przecież nasza stylistka Lou!
- Haha. Śmieszne. Później mi opowiesz. Auto na nią pędzi. - w ułamku sekundy wbiegłam na pasy i zatrzymałam o siebie pojazd, a "Lou" przeszła dalej ze słuchawkami w uszach.
- Brawo! Masz z nas największą moc. Możesz stworzyć tarczę wokół siebie i ochronić daną osobę.
- A ty jaką masz moc?
- Czytam w myślach.
- O cholera...
- Do twojego umysłu nie mogłem dotrzeć. I już wiem dlaczego.
- Ufff...
- Ale to nie zmienia faktu że czuję co myślisz.
- Słodki Jezu..
- Tak. Czułem to co myślałaś o mnie.
Nie martw się. Myślę..
- Jak?
- Myślę...
- Powiedz.
- Myślę że nie myślę. Dowiesz się kiedy indziej.
- Ugh... Cholernie mnie denerwujesz! Wiesz?!
- Wiem. - uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Lecimy do nich?
- Lecimy. - dolecieliśmy do nich. Wszyscy gratulowali mi daru, który pośmiertelnie dostałam oprócz Kendall.
- Gratulujemy Shaky! - krzyknęli.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się. - A wy jakie macie moce?
- Ja mam paraliż w palcach.- rzekła Barb.
- Ja przewiduję zdarzenia. - powiedziała Dani.
- Ja odpowiadam za myśli. - odparła Eleanor.
- A co z nią? - wskazałam na Kendall
- Ona jest aniołem ciemności. Odpowiada za zło na świecie. - szepnęła El.
- Jak to? Przecież jej skrzydła są białe.
25 maja 2014
Rozdział 2
Wykąpana, czysta, świeża po kubku kakao i pożegnaniu się z resztą chłopaków poszłam umyć zęby i do sypialni w której się obudziłam. Raczej szybko zasnęłam. Obudziłam się w śtodku nocy przez to, że myślałam, że ktoś się na mnie patrzy. Rzeczywiście.. Ktoś się we mnie intensywnie wpatrywał.
- K.. Ki...Kim..Kim jesteś? - oblał mnie gorący pot.
- Teraz, Diano, będziesz kimś więcej..
- Ja.. Jak.. Jak to?
- Będziesz... - wstałam z piskiem. Był to kolejny "proroczy" sen? Nagle przybiegł chłopak, który mnoe wyciągnął z tego gówna, w którym byłam. Przytulił i uspokajał.
- Spokojnie... Jestem tu.. - zaczęłam płakać ze strachu - Szzzzz... Już... Spokojnie Kochanie...
- Dzię...Dziękuję.. - powiedziałam chlipiąc.
- Wskakuj do łóżka. Zostanę dopóki nie zaśniesz. - powiedział. Położyłam się pod kołdrą, a on obok mnie. Głaskał mnie po głowie. Kochany chłopak.
- Mogę się przytulić? - wydukałam nieśmiało.
- Hah... Jasne! - wtuliłam się w niego i wreszcie zasnęłam. Obudziłam się już rano.
- Dzień Dobry.. - dotarł do mnie jego zachrypnięty głos.
- Dzień Dobry.. Dziękuję...
- Dużo będziesz jeszcze dziękować?
- Tak.. Do końca życia..
- O rany..
- Co?
- Dowiesz się z czasem..
- No dobra. Śniło mi się, że ktoś się we mnie wpatrywał. Mówił " Teraz, Diano, będziesz kimś więcej" Co to znaczy?
- Z chłopakami...
- Tak..
- Em.. Nie teraz..
- Dlaczego?
- Jeszcze nie teraz, bo dowiesz się wszystkiego w snach, które będziesz miała w najbliższych 9 dniach.
- Dlaczego aż tyle?
- Nie wiem. Ja też tyle miałem.
- Jak to?
- Mówię.. Wszystkiego się dowiesz za 9 dni.
- A powiesz mi jak masz na imię i twoi koledzy?
- Również za 9 dni..
- No dobrzeee...
- Kochanie.. Nie bądź zła..
- Nie jestem.
- Na pewno?
- Tak.
- Kłamiesz.
- Nie.
- Znam się Kotuś..
- Tak! Kłamię! Jestem wściekła! I co z tego, że jestem tu drugi dzień. Jestem cholernie wkurzona swoją sytuacją.
- Wiem.. Chodź coś przekąsimy.
- Emm.. Przepraszam..
- Spokojnie. Idź się przebierz, a ja się wszystkim zajmę. Okey?
- Okey! - moja twarz rozpromieniała. Poszłam do łazienki, skorzystałam z toalety, wzięłam lekki prysznic, ubrałam się i nałożyłam błyszczyk na usta.
- Jestem!
- Siadaj. - podeszł do stołu i razem z nim zaczęłam jeść śniadanie.
- Mmm.. Pyszne!
- Dziękuję.
- Lecę umyć zęby i lecimy do parku.
- Nieeeeeeeeeee...
- Taaaaaaaaaak!! - umyłam szybciutko zęby i spryskałam twarz wodą termalną. Tak dla świeżości przed wyjściem.
- Idź się kąpać i za 20 minut widzę cię na dole!
- Doobrraa...
- No to.. RUCHY! RUCHY! RUCHY! - w podskokach pobiegł na górę. Wrócił po określonym czasie. W trakcie tego piłam wodę w kuchni.
- Diana.. Dianka.. Dianuś.. Diii..
- Słucham..
- Porównaj, czy wczoraj nie nałożyłem o 0,00001g żelu mniej?
- Nie macałam ci włosów.. Nie wiem.
- No dobrze..chodźmy już.. - poszliśmy do parku. Pochodziliśmy po różnych sklepach ze zwierzątkami. Lubię takie sklepy i nie. Z jednej strony zwierzęta są więzione, ale z drugiej kiedy wchodzi człowiek zawsze mają szansę na nowe życie.
- O rany! Jaki ładny kotek Mamo! Kupisz mi? - usłyszeliśmy za sobą głos małej dziewczynki przyklejonej do szyby, za którą skacze mały, czarny kiciuś.
- Mogę.. Chodź Lily, pójdziemy do sprzedawcy po niego. - powiedziała jej mama.
- Huurrrraa!! - zawołała dziewczynka.
- To piękne.. Nie sądzisz? - zapytałam
- Masz rację, Dianko. A tobie się któryś podoba?
- Nie wiem. Jak znajdę pracę to nie będę mieć czasu dla zwierzaka.
- Masz w sumie rację...
- K.. Ki...Kim..Kim jesteś? - oblał mnie gorący pot.
- Teraz, Diano, będziesz kimś więcej..
- Ja.. Jak.. Jak to?
- Będziesz... - wstałam z piskiem. Był to kolejny "proroczy" sen? Nagle przybiegł chłopak, który mnoe wyciągnął z tego gówna, w którym byłam. Przytulił i uspokajał.
- Spokojnie... Jestem tu.. - zaczęłam płakać ze strachu - Szzzzz... Już... Spokojnie Kochanie...
- Dzię...Dziękuję.. - powiedziałam chlipiąc.
- Wskakuj do łóżka. Zostanę dopóki nie zaśniesz. - powiedział. Położyłam się pod kołdrą, a on obok mnie. Głaskał mnie po głowie. Kochany chłopak.
- Mogę się przytulić? - wydukałam nieśmiało.
- Hah... Jasne! - wtuliłam się w niego i wreszcie zasnęłam. Obudziłam się już rano.
- Dzień Dobry.. - dotarł do mnie jego zachrypnięty głos.
- Dzień Dobry.. Dziękuję...
- Dużo będziesz jeszcze dziękować?
- Tak.. Do końca życia..
- O rany..
- Co?
- Dowiesz się z czasem..
- No dobra. Śniło mi się, że ktoś się we mnie wpatrywał. Mówił " Teraz, Diano, będziesz kimś więcej" Co to znaczy?
- Z chłopakami...
- Tak..
- Em.. Nie teraz..
- Dlaczego?
- Jeszcze nie teraz, bo dowiesz się wszystkiego w snach, które będziesz miała w najbliższych 9 dniach.
- Dlaczego aż tyle?
- Nie wiem. Ja też tyle miałem.
- Jak to?
- Mówię.. Wszystkiego się dowiesz za 9 dni.
- A powiesz mi jak masz na imię i twoi koledzy?
- Również za 9 dni..
- No dobrzeee...
- Kochanie.. Nie bądź zła..
- Nie jestem.
- Na pewno?
- Tak.
- Kłamiesz.
- Nie.
- Znam się Kotuś..
- Tak! Kłamię! Jestem wściekła! I co z tego, że jestem tu drugi dzień. Jestem cholernie wkurzona swoją sytuacją.
- Wiem.. Chodź coś przekąsimy.
- Emm.. Przepraszam..
- Spokojnie. Idź się przebierz, a ja się wszystkim zajmę. Okey?
- Okey! - moja twarz rozpromieniała. Poszłam do łazienki, skorzystałam z toalety, wzięłam lekki prysznic, ubrałam się i nałożyłam błyszczyk na usta.
- Jestem!
- Siadaj. - podeszł do stołu i razem z nim zaczęłam jeść śniadanie.
- Mmm.. Pyszne!
- Dziękuję.
- Lecę umyć zęby i lecimy do parku.
- Nieeeeeeeeeee...
- Taaaaaaaaaak!! - umyłam szybciutko zęby i spryskałam twarz wodą termalną. Tak dla świeżości przed wyjściem.
- Idź się kąpać i za 20 minut widzę cię na dole!
- Doobrraa...
- No to.. RUCHY! RUCHY! RUCHY! - w podskokach pobiegł na górę. Wrócił po określonym czasie. W trakcie tego piłam wodę w kuchni.
- Diana.. Dianka.. Dianuś.. Diii..
- Słucham..
- Porównaj, czy wczoraj nie nałożyłem o 0,00001g żelu mniej?
- Nie macałam ci włosów.. Nie wiem.
- No dobrze..chodźmy już.. - poszliśmy do parku. Pochodziliśmy po różnych sklepach ze zwierzątkami. Lubię takie sklepy i nie. Z jednej strony zwierzęta są więzione, ale z drugiej kiedy wchodzi człowiek zawsze mają szansę na nowe życie.
- O rany! Jaki ładny kotek Mamo! Kupisz mi? - usłyszeliśmy za sobą głos małej dziewczynki przyklejonej do szyby, za którą skacze mały, czarny kiciuś.
- Mogę.. Chodź Lily, pójdziemy do sprzedawcy po niego. - powiedziała jej mama.
- Huurrrraa!! - zawołała dziewczynka.
- To piękne.. Nie sądzisz? - zapytałam
- Masz rację, Dianko. A tobie się któryś podoba?
- Nie wiem. Jak znajdę pracę to nie będę mieć czasu dla zwierzaka.
- Masz w sumie rację...
* 9 dni później *
Przeszłam wszystkie etapy snów. Chłopak spał cały czas ze mną. Kochany. Wybudzał się w nocy by sprawdzać czy śpię, choć byłam obok.
- To teraz, tak jak obiecałeś, mów jak macie na imię. - powiedziałam do grupy 5 chłopców. Ustawili się w rzędzie. Jeden po drugim. Nagle coś i ze mną zaczęło się dziać! Wystraszona stałam na przeciwko im. Wpatrywali się we mnie, a ja w nich. Nagle upadłam na podłogę. Plecy bolały mnie niemiłosiernie. Nie mogłam wstać. Po 10 minutach ból ustąpił. Chciałam dotknąć moich pleców, ale zetknęłam się ze... skrzydłami. Miałam skrzydła! Oni też je mieli.
- Anioły?
- Tak.. Ja jestem Zayn. To Louis, tam jest Niall, potem Liam i na końcu Harry.
- Więc, Diano, oto łańcuszek , który cię powiadomi o zagrożeniu przydzielonej do ciebie osoby - powiedział Louis.
- Kto to?
- Dowiesz się za chwilę..
21 maja 2014
Rozdział 1
Dziewczyna budząc się ponownie nie czuła już zapachu leków, sali szpitalnej i dziwnej atmosfery tam panującej. Obudziła się w domu, nie wiedziała co się dzieje, gdzie jest... Wstała z łóżka i zobaczyła, że ma na sobie czyjąś koszulkę i za długie dresy. Poczuła chęć skorzystania szybko z toalety, a nie wiedziała gdzie jest.
*Diana*
- Halo?! Jest tu kto?!
- Ja jestem. Witaj, Diano - lekki uśmiech wstąpił na jego twarz.
- Kim jesteś?
- Kiedyś się dowiesz.. Jeżeli szukasz toalety to drugie drzwi po prawej. - weszłam do pomieszczenia, przejrzałam się w lustrze i skorzystałam z toalety. Nie powiem, że wyszłam piękniejsza. Zeszłam na dół w celu rozejrzenia się po mieszkaniu.
- Chodź na śniadanie. - powiedział nieznajomy mi chłopak.
- Już idę... - trafiłam do kuchni bez problemu. Była połączona z salonem. Dotarł do mnie niesamowity zapach.
- Co to?
- Jajka po benedyktyńsku i sałatka grecka.
- O rany... Sporo! Chyba lubisz gotować... I rysować... - spojrzałam na ścianę za nim pokrytą graffiti.
- Gotować? Nie wiem.. Ale rysowanie i śpiew to moja pasja.
-Śpiewasz?
- Tak... To po części mój zawód.
- hm... Ciekawie.. Zaśpiewasz mi coś?
- Tak. Może Don't Let Me Go? Piosenka mojego kolegi.
- Nie znam ... Może być. - śpiewał tak pięknie. W jego głosie można było usłyszeć miłość z jaką śpiewał.
- Wow. Super! Masz piękny głos.
- Um... Dziękuję.. Chodź bo stygnie..
- Więc chodźmy jeść! - wszystkie składniki były świeże i pyszne. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- Hej!
- Cześć stary!
- Dzień Dobry, przyjacielu.
- Uuuu!! Śniadanie! - cztery głosy dotarły do moich uszu. Jeden blondyn zaczął pałaszować nasze śniadanie, a inni witali się z chłopakiem.
- Diano. Przedstawiam ci moich przyjaciół. - zasiedli przy stole i jedli z nami śniadanie.Przyglądałam się im w ciszy.
- Ymm.. Przestawisz mi ich dokładniej?
- Dobry plan. Nie teraz jednak.
- Dlaczego?! Dlaczego nie chcesz mi wszystkiego powiedzieć?! Nie wiem gdzie jestem, z kim jestem, ani nawet nic nie znam! Czy ktoś mi powie co tu się wyrabia? - wszyscy milczeli, a mi oczy zaszły łzami.
- Kochanie... nie mogę powiedzieć, bo to tajemnica, ale sen, który miałaś.. On cie do wszystkiego doprowadzi.
- Co to znaczy?
- Słońce, dowiesz się wszystkiego z czasem. Na prawdę. Nie musisz być złą ani smutna, Kotku. - powiedział chłopak z niebieskimi oczami, lekkim zarostem i ciemnymi, brązowymi włosami.
- Przepraszam..i dziękuję... - powiedziałam jakby do siebie, ale idealnie wiedziałam że mnie usłyszeli. Zjedliśmy już całe śniadanie. Głównie farbowany blondyn z tego co się przyjrzałam pochłonął wszystko.
- Chodź Diano! Pożyczę coś tobie! Pojedziemy do centrum..
- No... Ale..
- Nie ma ale!! Chodź tutaj.!! - nie lubię dy ktoś na mnie krzyczy, więc zrobiło mi się smutno, ale poszłam do sypialni chłopaka. Spodnie.. bluzki.. ogólnie ma mój rozmiar. Jego rzeczy ślicznie pachną męskimi słodkimi perfumami. Uwielbiam taki zapach.
- Ładnie pachniesz.. wiesz?- powiedziałam kiedy się przeglądałam co wywołało śmiech u reszty chłopaków.
- Dziękuję.. - powiedział ze ślicznym uśmiechem. "Diana! Ogarnij się! Nie znasz go!" zganiłam siebie w myślach.
- To ja dziękuję! Pożyczasz mi ciuchy, gotujesz, opiekujesz się mną i w ogóle! I chociaż jestem tu jeden dzień dopiero to już i tak dużo! A teraz zauważyłam jak bardzo mam zmienny humor.. - zaśmialiśmy się wszyscy.
- Nie ma za co! To dla twojego dobra.
- Aww.. .
- Dobra! Idziemy! Bo zaraz zaczniecie się obściskiwać! - powiedział szatyn z głowa pełną loków i loczków.
Zaczęliśmy się śmiać i w miłej atmosferze pojechaliśmy do Centrum Handlowego.
- Ymm.. Przestawisz mi ich dokładniej?
- Dobry plan. Nie teraz jednak.
- Dlaczego?! Dlaczego nie chcesz mi wszystkiego powiedzieć?! Nie wiem gdzie jestem, z kim jestem, ani nawet nic nie znam! Czy ktoś mi powie co tu się wyrabia? - wszyscy milczeli, a mi oczy zaszły łzami.
- Kochanie... nie mogę powiedzieć, bo to tajemnica, ale sen, który miałaś.. On cie do wszystkiego doprowadzi.
- Co to znaczy?
- Słońce, dowiesz się wszystkiego z czasem. Na prawdę. Nie musisz być złą ani smutna, Kotku. - powiedział chłopak z niebieskimi oczami, lekkim zarostem i ciemnymi, brązowymi włosami.
- Przepraszam..i dziękuję... - powiedziałam jakby do siebie, ale idealnie wiedziałam że mnie usłyszeli. Zjedliśmy już całe śniadanie. Głównie farbowany blondyn z tego co się przyjrzałam pochłonął wszystko.
- Chodź Diano! Pożyczę coś tobie! Pojedziemy do centrum..
- No... Ale..
- Nie ma ale!! Chodź tutaj.!! - nie lubię dy ktoś na mnie krzyczy, więc zrobiło mi się smutno, ale poszłam do sypialni chłopaka. Spodnie.. bluzki.. ogólnie ma mój rozmiar. Jego rzeczy ślicznie pachną męskimi słodkimi perfumami. Uwielbiam taki zapach.
- Ładnie pachniesz.. wiesz?- powiedziałam kiedy się przeglądałam co wywołało śmiech u reszty chłopaków.
- Dziękuję.. - powiedział ze ślicznym uśmiechem. "Diana! Ogarnij się! Nie znasz go!" zganiłam siebie w myślach.
- To ja dziękuję! Pożyczasz mi ciuchy, gotujesz, opiekujesz się mną i w ogóle! I chociaż jestem tu jeden dzień dopiero to już i tak dużo! A teraz zauważyłam jak bardzo mam zmienny humor.. - zaśmialiśmy się wszyscy.
- Nie ma za co! To dla twojego dobra.
- Aww.. .
- Dobra! Idziemy! Bo zaraz zaczniecie się obściskiwać! - powiedział szatyn z głowa pełną loków i loczków.
Zaczęliśmy się śmiać i w miłej atmosferze pojechaliśmy do Centrum Handlowego.
*kilka godzin później*
- Diana! No proszę.. Jestem głodny.. Chodźmy już do domu... - narzekał farbowany blondas.
- Dlaczego? Chodźmy jeszcze tam! I tam! I tam!- zawołałam. Połowa moich rzeczy była męska. W mojej przeszłości wielbiłam nosić męskie ciuchy. Ale swoje, kupione, nie czyjeś.. Po jakiejś następnej godzinie już wszyscy wyglądali jak tragarze. Poobwieszani torbami. Poszliśmy do lodziarni. Zamówiliśmy lody i mrożoną kawę. Zamówiliśmy po 5 gałek. Ja wzięłam te sorbetowe na ochłodę i odświeżenie, ale chłopcy brali różne kombinacje. Zależało kto co lubi. Wróciliśmy do domu. Opadliśmy na kanapy w salonie, a torby rzuciliśmy na podłogę. Wzięłam nową piżamę, kosmetyki, ręczniki i poszłam wszystko ustawić w łazience. Otworzyłam większą szafkę od innych by się pomieścić. Odkryłam nagle ogromne zapasy żelu do włosów. Zaklaskałam i zjawił się chłopak z czarnymi włosami i rękawem tatuaży. Jeżeli nie znałam ich imion to musiałam jakoś ich zawołać żeby nie zlatywał się cały gang.
- Co to?
- Żel do włosów.
- Po co?
- Do stylizacji włosów.
- Możesz to zabrać?
- Mogę. - chłopak przełożył żele do innej szafki, a ja zaczęłam ustawiać własne kosmetyki.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się - A teraz idę się wykąpać. Paaa.. - wygoniłam go z łazienki i zamknęłam drzwi. Odprężona i spokojna weszłam pod prysznic. Gdy odkręciłam wodę, gorąca para otuliła moje ciało.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)